poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Ulubione płyty #4 Royal Blood - ROYAL BLOOD




   Natłok obowiązków sprawił, że post znów pojawia się z opóźnieniem. Postanowiłem więc, że prezentację płyt będę wrzucał co dwa tygodnie ;)

     Kilkanaście miesięcy temu szukałem w Internecie jakichś zespołów, które składają się jedynie z dwóch członków. Uwielbiałem White Stripes, ale potrzebowałem czegoś świeżego. Przeglądając strony, bodajże na Wikipedii, natrafiłem na mało wówczas znany zespół Royal Blood z Anglii. Szybko znalazłem na YouTube jakieś ich nagrania i z miejsca zakochałem się w tej muzyce. Kilka kawałków w Internecie pochodziło z ich debiutanckiej EPki Out of the Black. Były to zaledwie cztery utwory, które nieustannie katowałem, więc szybko pragnąłem od nich czegoś nowego. Na wydanie ich debiutanckiego albumu musiałem jednak jeszcze poczekać. Kiedy w końcu zobaczyłem go w sklepach, bez zastanowienia nabyłem.
   W skład zespołu założonego całkiem niedawno, bo w 2013 roku, wchodzą Mike Kerr na wokalu i basie oraz Ben Thatcher na perkusji. Na ich debiutanckim albumie znajduje się 10 genialnych utworów, które można umieścić w kategorii hard rock, lub garage rock. Wśród nich są kawałki z EPki, Out of the Black, Little Monster, Come On Over, zabrakło jednak utworu Hole. Moim faworytem na płycie jest niezaprzeczalnie utwór Ten Tonne Skeleton, z nieziemskim, wpadającym w ucho riffem i ,,kroczącą'' perkusją. Teksty na albumie też są niczego sobie, przywodzą na myśl kawałki zeppelinów. Trochę tu o miłości, trochę o wierze. O osobistych problemach. 
   Po wysłuchaniu longplaya, pozostają w głowie niesamowite riffy i rytm perkusji, a wokal Kerra przypomina momentami wokal Jacka White'a. Podobieństwo do White Stripes jest, a jakże, jednak Royal Blood bliżej do hard rockowych grup, takich jak chociażby Led ZeppelinThe Toobes (swoją drogą, mało znany, aczkolwiek dobry białoruski zespół), czy Stone Temple Pilots. Na zakończenie warto wspomnieć też ciekawej okładce, którą zaprojektował Dan Hillier. Gość tworzy niesamowite grafiki, zatem odsyłam do jego oficjalnej strony. 
   Podsumowując, album zawiera tylko nieco ponad pół godziny muzyki. To mój jedyny zarzut wobec Royal Blood. Chłopaki tworzą coś niesamowitego i mają to do siebie, że po ich przesłuchaniu, chce się jeszcze więcej. Czuję lekki niedosyt, ale jednocześnie ze zniecierpliwieniem czekam na kolejną płytę. Odnoszę wrażenie, że zabłyśnięcie zespołu w świecie muzycznym nie jest tylko chwilowe. 
    Gorąco polecam ten dość świeży album. 
    Do następnego. 

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Ulubione płyty #3 Guns N' Roses - APPETITE FOR DESTRUCTION



Z większym opóźnieniem, ale jednak ;)


   Dzisiaj przybliżę pokrótce debiutancką płytę Guns N' Roses, Appetite for Destruction z 1987 roku, oraz książkę Stephena Davisa opowiadającą o dziejach tegoż zespołu.
  
 Gunsów zacząłem słuchać jeszcze w gimnazjum i po dziś dzień co jakiś czas odpalam sobie tę płytkę. Jest to jeden z pierwszych albumów jakie kupiłem, jednak nie tylko przez to mam do niego ogromny sentyment. Co tu dużo mówić, Appetite for Destruction to porządnie nagrana płyta z wieloma przebojami i wciąż słucha się jej bardzo dobrze. Ale po kolei.
   
Okładka, którą widać na zdjęciu jest okładką finalną. Poprzednia miała być oparta na rysunku Roberta Williamsa, który przedstawiał robota gwałciciela, kobietę oraz dziwaczne, metalowe monstrum. Okładka okazała się zbyt kontrowersyjna, zatem ostatecznie zmienioną ją na krzyż z czaszkami reprezentującymi każdego członka zespołu. Grafika zaprojektowana została przez Billy'ego White'a Jr jako tatuaż Axla Rose'a. Pierwotny rysunek Williamsa ostatecznie znalazł się jednak w książeczce z tekstami piosenek i podziękowaniami.
   Płytę rozpoczyna niesamowite Welcome to the Jungle napisane prze Rose'a i Slasha. Utwór z genialną linią melodyczną gitary opowiada o życiu w miejskiej dżungli. Inspiracją do napisania tego kawałka było spotkanie Axla z pewnym bezdomnym na ulicach Nowego Jorku, który rzekomo miał krzyknąć do wokalisty: You know where you are? You're in the jungle baby, you're gonna die! 

W zasadzie do każdej piosenki dołączyć można krótszą bądź dłuższą anegdotę. Każda z piosenek ma ciekawą genezę, jednak przyjrzę się tylko niektórym. Utwór Nightrain jest hołdem dla taniego kalifornijskiego wina Night Train Express, a Mr. Brownstone został skomponowany przez Slasha i Izzy'ego Stradlina podczas przebywania wśród biorących heroinę. Paradise City napisany został podczas pierwszej trasy koncertowej zespołu. Kiedy zepsuł się ich samochód, Gunsi musieli iść pieszo do najbliższego zamieszkanego terenu. Podczas wędrówki zaczęli tęsknić za Los Angeles i to właśnie tęsknota ta stała się zalążkiem utworu. 

   Moim ulubionym utworem na tej płycie jest niezaprzeczalnie Sweet Child O'Mine, głównie za sprawą początkowego riffu, który Slash grał niegdyś jako rozgrzewkę, a który stał się później podwaliną kawałka.

   Podsumowując płytę, warto dodać, że Appetite for Destruction sprzedała się w nakładzie 28 milionów egzemplarzy i znalazła się na 62. miejscu na liście 500 albumów wszech czasów magazynu Rolling Stone. Nie bez przyczyny. Guns N' Roses stworzyło album pełen perełek. Kawałki zapewniają rock 'n' rollową jazdę i po dziś dzień świetnie się ich słucha. Nawet w dobie rocka alternatywnego i wszechobecnej elektroniki.

   Książka Stephena Davisa, Patrząc jak krwawisz, opisuje początki kariery Gunsów od lat 80. do 2009 roku. Zawiera sporo anegdot i historyjek związanych nie tylko z zespołem, ale też ze sceną muzyczną zachodniego Hollywood. Autor przedstawia nam drogi życiowe członków zespołu, które nie zawsze były usłane różami, a częściej ścieżkami kokainy. Nie będę rozpisywał się na temat tej pozycji, niemniej jednak warto jeszcze zaznaczyć, że książka zawiera całkiem duże, biało-czarne zdjęcia z różnych lat, mnóstwo cytatów i oparta jest na szczegółowych wywiadach i materiałach prywatnych. Przynajmniej tak twierdzi wydawca książki. Nie czytałem innej biografii tego zespołu, więc nie mam żadnego porównania. Niemniej jednak pozycja Davisa zawiera mnóstwo informacji i ciekawostek. Czyta się to jak dobrą powieść, zatem zachęcam do sięgnięcia po Patrząc jak krwawisz.

   Mam nadzieję, że choć w niewielkim stopniu przekonałem kogoś, kto jeszcze nie słyszał Guns N' Roses, do przesłuchania ich debiutanckiej płytki. Kawałki mają naprawdę niezły, hard rockowy klimat, choć zdaję sobie sprawę z tego, że wielu ludzi odrzuca cała ta glam rockowa stylistyka zespołu.

   To tyle na dziś. Do następnego ;)

wtorek, 7 kwietnia 2015

Damego - Among mist


   Artykuł o kolejnej ulubionej płycie pojawi się z lekkim opóźnieniem, ale wstawiam za to najnowszy utwór na akustyka i klawisze ;)