Tym razem krótko przedstawię płytę Joy Division - Unknown Pleasures. Na zespół ten natknąłem się jeszcze w czasach gimnazjum, kiedy poszukiwałem ciekawych brzmień. Nie miałem nikogo, kto wskazałby mi, czego mam słuchać, zatem sam rozpocząłem swoją muzyczną podróż. Słuchałem tego, na co akurat natrafiłem szperając w Internecie. A zasłuchiwałem się wówczas w płytach The Cure ( jedną z nich na pewno wkrótce przedstawię ;) i bardzo podobały mi się ich mroczniejsze kawałki, np. A Forest. Szukałem czegoś w podobnym stylu i odnalazłem Joy Division.
Unknown Pleasures z 1979 roku jest debiutancką płytą tego brytyjskiego zespołu. Początkowo usłyszałem kawałek Shadowplay, który z miejsca pokochałem. Za genialny klimat. Początkowo wokal Iana Curtisa nieco mnie drażnił, jednak z czasem przekonałem się do takiego śpiewu. Widziałem ostatnio koncertówkę New Order ( zespołu założonego przez członków Joy Divsion, po śmierci Curtisa), na której to gitarzysta śpiewał Shadowplay i niezbyt przypadło mi to do gustu. Charakterystyczny wokal Curtisa stanowi część klimatu utworu i w zasadzie wszystkich innych kawałków grupy.
Piosenki na płycie są genialne. Na uwagę zasługuje linia basu Petera Hooka, która wybija się niekiedy ponad pozostałe instrumenty, np. w kawałku Disorder czy Insight. Utwory tworzą przedziwną atmosferę, potrafią wprowadzić słuchacza w pewien trans. Warto też zajrzeć do tekstów. Wszystkie są autorstwa Curtisa. I choć niekiedy można nie zrozumieć, o czym śpiewa wokalista, zawsze można zajrzeć do tekstów, które są niezwykle poetyckie.
Nie będę się dziś rozpisywał, zatem podsumowując, polecam tę płytę każdemu, kto lubi mroczne, post punkowe klimaty. A tych, których interesuje zespół i postać wokalisty, odsyłam do biograficznego filmu o Ianie Curtisie pt. Control z 2007 roku w reżyserii Antona Corbijna, który był też twórcą teledysków Joy Division.
Do następnego ;)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz