Postanowiłem zrobić poniedziałkowy cykl w którym będę prezentował moje ulubione płyty i zarazem podawał jakieś ciekawostki z nimi związane i osobiste przemyślenia. Mam nadzieję, że przy okazji zarażę kogoś swą pasją kolekcjonowania :) Myślałem początkowo o prowadzeniu videobloga, jednak szybko doszedłem do wniosku, że sprawniej idzie mi stukanie w klawisze (czy to komputera, czy keyboardu), niż mówienie przed kamerą.
Na pierwszy ogień idzie płyta Perfectu, UNU. Skąd taki tytuł? Otóż album ukazał się w 1983 r., w okresie stanu wojennego, w którym to po ulicach jeździły samochody wojskowe z tablicami rejestracyjnymi na których widniało właśnie oznaczenie UNU. W poszczególnych utworach można zresztą doszukiwać się pewnych nawiązań do tamtego okresu. Na szczęście stan wojenny jest dla mnie wydarzeniem, którego nie odczułem na własnej skórze. Oczywiście należy znać historię, tak też sięgnąłem do niej, jednak nigdy nie będzie mi dane czuć tego, co czuli ludzie, szczególnie młodzi żyjący w tamtych czasach. Słuchając płyty Perfectu można jednak otrzymać pewną namiastkę tego, jak wyglądał okres PRL-u.
Zawsze słuchając płyt staram się zwracać uwagę nie tylko na muzykę, ale również na teksty. Zanim jednak o słowach na UNU, co nieco o samej muzyce zawartej na albumie. Płyta rozpoczyna się utworem Co za hałas - co za szum, który zawiera świetny, melodyjnym riff i genialną partię basu. Uwielbiam melodyjne kawałki, zatem kiedy pierwszy raz usłyszałem ten utwór, odtwarzałem go kilka razy, a riff chodził mi po głowie przez dłuższy czas. Kolejne utwory, Druga czytanka dla Janka, Idź precz i Pocztówka dla państwa Jareckich to kolejne genialne gitarowe motywy. Chce mi się z czegoś śmiać przywodzi na myśl led zeppelinowskie riffy. O ile Zbigniew Hołdys nie przekonuje mnie jako rzekomy autorytet w pewnych dziedzinach, udzielający się niekiedy tu i ówdzie na szklanym ekranie, o tyle jego gitarowe poczynania na UNU zasługują na poklask. Może nie jest zbyt skomplikowanie, jednak wydaje mi się, że w muzyce chodzi przede wszystkim o klimat, który gitara Hołdysa niewątpliwie stwarza.
Choć uwielbiam mocne gitarowe granie, moim ulubionym kawałkiem na płycie jest bez wątpienia Objazdowe nieme kino. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem ten utwór... po prostu zwaliło mnie z nóg. Piosenka jest niezwykle prosta do zagrania, jednak niesie ze sobą ogromną dawkę klimatu. Temu, kto nigdy nie słuchał tego kawałka, radzę odtworzyć go w nocy. Coś wręcz niesamowitego.
Nie będę zbyt dużo miejsca poświęcał na pisanie o dźwiękach, gdyż słowa, nawet najlepiej dobrane, nie potrafią wywołać tego samego uczucia co muzyka. Potrafią za to wywołać odmienne i niekiedy sprawić, że przestajemy zwracać uwagę na samą melodię. Kiedy byłem szczeniakiem, Perfect znałem tylko z jednej piosenki, Autobiografii. Nie zagłębiałem się zbytnio w tekst, kawałek ten był tylko kolejną piosenką lecącą w radiu. Kiedy zainteresował się muzyką na poważnie, gdy zacząłem wewnętrznie, i zresztą zewnętrznie, dorastać, uświadomiłem sobie: Cholera, ten gość śpiewa chyba o czymś ważnym. A może by tak się wsłuchać w tekst? Wówczas zacząłem zagłębiać się w słowa.
Początkowo sądziłem, że zrozumiałem ten tekst, jednak po kilku odsłuchaniach uświadomiłem sobie, że o niektórych rzeczach nie mam pojęcia. Wersy ,,Wiatr odnowy wiał / darowany reszty kar'' były dla mnie niezrozumiałe. Dopiero poznawszy historię uświadomiłem sobie, że chodziło o rok 1956, o czas odwilży październikowej, która dokonała się kilka lat po śmierci Stalina. Uwolniono wówczas więźniów politycznych i zaczęto snuć nadzieje na lepsze życie w Polsce Ludowej. ,,Pocztówkowy szał / każdy z nas ich pięćset miał'' rozumiałem tak, że kiedyś zbierano po prostu pocztówki. Dowiedziałem się jednak, że nie o zwykłe pocztówki chodziło, a o pewien rodzaj płyt winylowych, które zbierano w PRL-u. W tekście jest jeszcze kilka fragmentów odnoszących się do historii bądź popkultury. Co jednak uderzyło mnie w tych, jakże pięknie dobranych, słowach najbardziej? Poza pewnymi odniesieniami do historii, tekst podsuwał pewien obraz człowieka mającego marzenia i próbującego radzić sobie w otaczającej go ponurej rzeczywistości. Choć Autobiografia opowiada o innych, odległych czasach, wielu może odnaleźć w tekście jakiś element własnego życiorysu. Sytuacja w kraju jest teraz nieco bardziej ustabilizowana, jednak życie ciągle podsuwa nam troski i radości, dlatego też możemy utożsamiać się z bohaterem tekstu.
Nie wymieniłem wszystkich utworów znajdujących się na płycie, nie zagłębiałem się szczegółowo we wszystkie teksty, nie podawałem konkretnych dat, czy nazwisk wszystkich członków zespołu, gdyż nie jest to zwyczajna recenzja. Jest to raczej osobisty opis jednej z wielu ulubionych płyt. Zainteresowani zawsze mogą znaleźć więcej informacji na temat samego zespołu czy też płyty w Internecie. Koniec końców zachęcam do wsłuchania się w genialne teksty i równie genialną muzykę. Zachęcam też do kupienia albumu ( sam dorwałem wydanie widoczne na zdjęciu za niecałe 15 zł w Empiku, co jest tam zjawiskiem niecodziennym :). To tyle na dziś.
A teraz ,,Już czas, już czas / myć zęby i iść spać'' :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz